Nowe linie kolejowe

Kolej odkryła, że warto przywrócić stare linie kolejowe, zamknięte w latach 90. w czasie bumu na samochody, zmniejszonego zainteresowania koleją i turystyką po kraju oraz braku funduszy unijnych. Teraz, z dofinansowaniem, odnawiają zniszczone dworce kolejowe i perony i remontują, a właściwie kładą na nowo wiele linii kolejowych, tyle że po starym przebiegu. Zmieniają nasypy, podkłady, tory, sygnalizację, a więc niemal wszystko.

Jedna z takich linii ma przebiegać z Wrocławia przez Sobótkę, Świdnicę, Zagórze Śląskie do Jedliny Zdrój. Trasa bardzo piękna widokowo. Miała być otwarta z dwa lata temu (albo i dawniej), ale terminy wciąż są przesuwane. Niektórzy twierdzą, że aktualny termin jest następujący: wybierz sobie dowolny miesiąc dowolnego roku. Pytasz kolei: kiedy pojadą pociągi Odpowiedź: za 3 miesiące 🙂 Powiedzenie jest o tyle prawdziwe, że właśnie gdzieś od dwóch lat terminy są ciągle przesuwane o 3 miesiące…

Jednak kiedy już ruszy, mam wrażenie, że ciężko będzie się wcisnąć do pociągu, ale będę próbował 😉 Zainteresowanie na forach jest ogromne. Porównywalne chyba do trasy do Kowar, która także ma być na nowo otwierana.

A na koniec zabytkowa już fota, bo stare szlabany kolejowe zostały wymienione na sygnalizację świetlną. A szkoda, bo wyglądały pięknie.

Archikatedra wrocławska

Niedawno miałem okazję być w Archikatedrze św. Jana Chrzciciela we Wrocławiu. W związku z tym chciałbym tu napisać parę słów o tym wyjątkowym kościele. Oczywiście nie będę przepisywał Wikipedii. Jeśli interesuje Was wiedza encyklopedyczna odsyłam Was do lektury tej internetowej encyklopedii, albo do innych źródeł. Ja napiszę z mojego punktu widzenia i opierając się na własnej – pewnie niewielkiej – wiedzy.

Niestety katedra, którą widzimy nie jest tą sprzed tysiąca lat, pamiętającą czasy Chrobrego i ustanowienia biskupstwa we Wrocławiu w 1000 roku. Tamtej już dawno nie ma. Jednakże i tak jest wyjątkowa, bo to pierwsza gotycka świątynia na ziemiach polskich. Jest jednak pewne „ale”, a nawet dwa „ale” (nie mylić z „dwie Ale” 😉 ). Pierwsze to to, że katedra została w pewnym stopniu zbarokizowana. Drugie to to, że bardzo ucierpiała w czasie II wojny światowej (szacunki podają, że w około 70 procentach), więc to co widzimy to w znacznej mierze odbudowa.

Z powodu wojennych zniszczeń znaczna część wyposażenia nie jest oryginalna, w tym sensie, że przed wojną było inne. Dla przykładu ołtarz główny to pentaptyk przywieziony z kościoła z Lubina, stelle pochodzą z greckokatolickiej katedry św. Wincentego, a obraz Matki Bożej przyjechał z Międzylesia. To oczywiście nie jest pełna lista rzeczy przeniesionych do katedry z innych świątyń. Wojenne zniszczenia widać także na niewielkich witrażach – wnęki na witraże zostały w znacznej części zabudowane, zapewne aby wzmocnić bryłę kościoła. To daje katedrze mniej strzelisty wygląd.

Co więcej, obecny kształt wież katedry (z miedzianymi hełmami) został nadany całkiem niedawno, bo dopiero w 1991 r. Dla chętnych dodam, że w jednej z nich jest winda i galeryjka widokowa.

Katedra jest pięknie położona przy Odrze na Ostrowie Tumskim.

I jeszcze parę słów o „dobudówkach”. Do katedry przylega siedem kaplic, dobudowywanych w różnych latach. Od wschodu (za ołtarzem głównym) przylegają trzy: na środku gotycka Kaplica Mariacka, po jej lewej stronie barokowa Kaplica Św. Elżbiety – na planie koła, a po prawej stronie – także barokowa Kaplica Elektorska (inaczej: Bożego Ciała) na planie elipsy, co jest u nas niezwykłą rzadkością.

Ponadto mamy od północy: Kaplicę Św. Jana Chrzciciela oraz 3 kaplice przylegające do naw bocznych. Jedna z nich jest gotycka – Kaplica św. Kazimierza, a dwie barokowe: Kaplica Zbawiciela i Kaplica Zmartwychwstania.

Na zachętę dodaję kilka zdjęć katedry, która poza funkcjami sakralnymi, jest niewątpliwie wielką atrakcją turystyczną Wrocławia:

Archikatedra – widok z Bulwaru Dunikowskiego

Archikatedra we Wrocławiu od strony wschodniej

Ołtarz główny w Katedrze

Kaplica św. Elżbiety

Sklepienie w kaplicy św. Elżbiety

Kaplica Mariacka

Kaplica Elektorska – z Arką przymierza i rzeźbami dłuta Ferdinanda Maximiliana Brokoffa, który wykonał także rzeźby, które zdobią Most Karola w Pradze. Kaplica bardzo ciekawa także z uwagi na malarskie motywy ze Starego i Nowego Testamentu

Sklepienie Kaplicy Elektorskiej. Nota bene w tej kaplicy jest pochowana wnuczka Jana III Sobieskiego

Jak zarejestrować domenę internetową?

Z rozmów przeprowadzonych ze znajomymi wynika, że czasem ktoś chciałby mieć własną stronę internetową (żeby zaprezentować swoje hobby czy działalność, na której sobie dorabia), ale kompletnie nie wie, jak się do tego zabrać. Oczywiście idealnie by było, gdyby było jak najtaniej. Zgodnie z ogólnie przyjętą zasadą – za darmo jest to co sobie sam zrobisz, więc jak sobie sam ściągniesz i zainstalujesz np. wordpressa to będzie za darmo. No, ale jakiś adres ta strona musi mieć – potrzebna więc będzie domena internetowa, którą trzeba kupić i strona też gdzieś musi „siedzieć” – potrzebny więc będzie także hosting. Temat jest obszerny, dlatego dziś chciałbym napisać kilka słów o tym jak zarejestrować domenę internetową.

Wierzcie lub nie, ale rejestracja domeny jest bardzo łatwa. Jeśli nie wierzycie, możecie sprawdzić i przekonać się o tym „na własnej skórze”.  Wystarczy wejść na stronę firmy rejestrującej domeny np. tej podlinkowanej. Później wpisać w okno wyszukiwarki, która znajduje się na tej stronie, wybraną nazwę domeny i sprawdzić czy jest wolna. Jeżeli jest wolna – należy założyć konto w Panelu Klienta i zarejestrować domenę dla siebie czy swojej firmy, a następnie opłacić domenę. Płatność za domenę należy uiścić z góry, domyślnie na rok. Oczywiście można ją przedłużyć na kolejne lata.

Jeśli wybrana domena jest już zajęta, powinny zostać zaproponowane inne nazwy domen, zbliżone do tej, o którą pytałeś. Mogą to być np. domeny o innych rozszerzeniach. Proste, prawda?

Bardzo istotne jest, aby nazwa domeny była w miarę prosta, żeby nie powodowała problemów z jej zapamiętaniem, czy wpisaniem. Nie powinna być także podobna do innych nazw, żeby osoby które Cię szukają nie trafiły na inną stronę.

I jeszcze kilka słów na temat rodzajów domen. Zapewne zauważyłeś, że domeny mają różną końcówkę, czyli rozszerzenie. Nie ma jakiegoś oficjalnego ich podziału, ale zwykle rozróżnia się:

  1. domeny polskie – z końcówką .pl
  2. domeny polskie regionalne – w których przed .pl występuje nazwa miasta lub regionu,
  3. domeny polskie funkcjonalne – w których przed .pl występuje dodatkowo np. .com, .info, .net,
  4. domeny europejskie – z rozszerzeniem .eu
  5. domeny zagraniczne narodowe – z końcówką właściwą dla danego kraju np. .it, .at, .de,
  6. domeny funkcjonalne, globalne – zakończone np. .com, .net bez odniesienia do konkretnego państwa,
  7. nowe domeny globalne – których końcówka wskazuje na branżę strony np. .bike, .tech.

W niektórych tych „odmianach” domen mamy jeszcze domeny IDN, które zawierają narodowe znaki diakrytyczne np. ą, ę, ź np. gałąź.pl – z jednej strony taka pisownia lepiej oddaje w tym wypadku polskie słowo. Z drugiej strony ludzie są już przyzwyczajeni do stosowania alfabetu angielskiego w nazwach domen i zapewne szukając jej będą wpisywać galaz.pl.

Oczywiście cena za każdą z tych domen jest inna.

Kolej Sowiogórska – Srebrnogórski Odcinek Zębaty

Na rozruszanie bloga w tym roku wrzucam temat dawnej Kolei Sowiogórskiej, Srebrnogórskiego Odcinka Zębatego, nazywanego ongiś Sową. Kolej została wybudowana w pierwszych latach XX wieku. Dziś torowiska już nie ma, zostało rozebrane. Na szczęście pozostała sama trasa – jako pieszo rowerowa, poprowadzona także po wiaduktach, nasypach i wąwozach drążonych w skałach na potrzeby kolei.

Pierwotnie linia kolejowa była projektowana pod transport towarowy. Jednakże – ponieważ została poprowadzona po bardzo atrakcyjnym widokowo i turystycznie terenie Gór Sowich – szybko stała się atrakcją turystyczną. Przyjeżdżający turyści zachwycali się nie tylko krajobrazami, ale także pobliską twierdzą w Srebrnej Górze oraz samą trasą – poprowadzoną m.in. wysokimi (do 30 metrów wysokości) wiaduktami. Dziś na ścieżce dydaktycznej „Zębatej” możemy podziwiać m.in. odremontowany Wiadukt Żdanowski (na którym przygotowano ściankę do wspinaczki), a także Wiadukt Srebrnogórski, którym także można przejść, choć nie posiada on zabezpieczających barierek oraz Wiszący Wiadukt.

Warto jeszcze wspomnieć skąd w nazwie kolei słowo „zębata”. To wynik jednego z unikatowych rozwiązań technicznych, które zastosowano. Otóż, dla bezpieczeństwa na stromych odcinkach zamontowano trzecią, zębatą szynę! „Współpracowała” ona z zębatym kołem w lokomotywie umożliwiając powolne pokonanie stromych odcinków.

Niestety kolej padła ofiarą wielkiego kryzysu. Jego skutkiem była m.in. mniejsza ilość turystów. Kolej stała się nierentowna i została zamknięta już w 1931 r. i rozebrana w 1934 r. Aż szkoda, że ogromny wysiłek, z jakim była budowana poszedł na marne.

Została nam za to bardzo malownicza trasa, którą warto przejść się wybierając na jednodniową lub dłuższą wycieczkę do Srebrnej Góry. Bo choć twierdza srebrnogórska to wyjątkowy i ciekawy zabytek, to na niej atrakcje regionu (i najbliższej okolicy) się nie kończą. Ścieżka dydaktyczna „Zębata” zaczyna się tuż przy twierdzy i prowadzi w stronę Fortu Ostróg.

Przy okazji to świetna trasa dla osób szukających ciszy i spokoju na szlaku, gdyż mimo niewątpliwego uroku, nie jest tak zatłoczona jak sztampowe hity turystyczne w stylu Śnieżki czy Szrenicy 😉 A naprawdę warto.

No to jeszcze fotki na zachętę:

Wąwóz drążony na potrzeby Kolei Srebrnogórskiej
Wąwóz drążony na potrzeby Kolei Srebrnogórskiej
Wiadukt Srebrnogórski
Wiadukt Srebrnogórski – przejście
Wiadukt Żdanowski
Wiadukt Żdanowski – przejście

Pierwszy długi jesienny weekend

W listopadzie zazwyczaj mamy do czynienia z dwoma długimi weekendami. W tym roku pierwszy z nich przypada w większej części na końcówkę października, ponieważ 1 listopada to poniedziałek. Kolejny długi weekend będzie naprawdę długi – od 11 do 14 listopada!

Od wielu osób słyszałem opowieści, z jakich to oni pięknych stron pochodzą. Już od jutrzejszego popołudnia będzie okazja je odwiedzić. To gdzie zmierzacie? Po jakich górkach, równinach, nizinach, lasach, okolicach będziecie spacerować czy jeździć w najbliższy weekend? Chętnie poczytam w komentarzach 🙂 Może to będzie zachęta do odwiedzenia jakiegoś regionu…

Pałac w Bożkowie

Można by rzec, że w Polsce aż roi się od zamków i pałaców. Są one jednak w różnym stanie. W jednych znajdziemy muzea, w innych hotele, w jeszcze innych posiadłości prywatne, po prostu mieszkania przydzielone gdzieś tam w latach 40. czy 50. Sporo znajduje się w opłakanym stanie, inne stanowią tzw. trwałą ruinę (zabezpieczoną, ale nie będą odbudowywane, bo nie ma takiej możliwości). Wybierając się gdzieś w podróż, warto sprawdzić, czy gdzieś w pobliżu drogi, którą będziemy przejeżdżać, nie znajduje się coś ciekawego, przy czym warto by się zatrzymać. Dziś chciałem napisać parę słów o pałacu w Bożkowie.

Odnoszę wrażenie, że pałac w Bożkowie ma podobny problem jak (były) klasztor w Lubiążu – jest ogromny, co powoduje kosmiczne koszty remontu, a ponadto znajduje się w miejscu oddalonym od dużych miast – za daleko na spotkania biznesowe czy kolacje firmowe. Oba obiekty mimo zaangażowania wielu ludzi i jakichś tam środków, nadal nie są wykorzystywane tak, jakby na to zasługiwały, a i końca tych remontów nie widać.

Gdzie znajdziemy to cudo? Na Dolnym Śląsku, w sumie niedaleko od Kłodzka.

Jak stary jest pałac? Został wybudowany w XVI w. przez hrabiego von Magnisa i przebudowywany przez jego potomków pod koniec XVIII i na początku XIX w. Jeszcze w 1930 r. przebudowano elewację na klasycystyczną. Po II wojnie pałac przeszedł na własność skarbu państwa (a od 1999 starostwa), ale przez wiele lat o dziwo znajdował się w dobrym stanie. W pałacu działały różne szkoły rolnicze, był remontowany. Zaczął popadać w ruinę dopiero pod koniec XX w.

W 2005 r. starosta kłodzki sprzedał pałac prywatnemu inwestorowi za 2,5 mln zł! Po 5 latach ten odsprzedał go dalej.

Ciekawostką jest, że ten olbrzymi barokowo – klasycystyczny zamek odwiedzili m.in. J.Q. Adams – późniejszy prezydent USA (był też na Orlicy, o czym przypomina pamiątkowy obelisk) oraz królowie Prus. Kręcono tam też liczne filmy – jeden nawet w ostatnią niedzielę, kiedy odwiedziłem obiekt.

Dorzucam poniżej kilka fotek i szczerze polecam.

Stan wyjątkowy

Ponieważ stan wyjątkowy to u nas rzecz naprawdę wyjątkowa, warto nadmienić, że właśnie dziś rząd złożył do prezydenta wniosek o jego wprowadzenie na terenie gmin przylegających do granicy z Białorusią.

O dziwo nie widział takiej konieczności w czasie pandemii, ani rozlicznych powodzi, które nawiedzały od czasu do czasu nasz kraj. Dostrzegł ją teraz, kiedy na granicy koczuje 32 uchodźców i dzieje się to na oczach Polski i świata.

Władzy nie podoba się to, że inni patrzą i krytykują, więc „dla bezpieczeństwa” w związku z planowanymi 6-dniowymi manewrami białorusko-rosyjskimi na Białorusi, chce wprowadzić przy granicy stan wyjątkowy, który ma potwać 30 dni (na razie). Być może to pierwsze manewry od 30 lat i wcześniej nie było takiej konieczności. Swoją drogą ciekawe czy Białorusi też wprowadzają stan wyjątkowy, kiedy u nas ćwiczy NATO.

Wspomnieć jeszcze należy, że wzdłuż granicy z Białorusią jest aktualnie budowany „płot”. Płot z nazwy, bo w rzeczywistości to zasieki z drutu kolczastego (concertiny), który nawet na terenie objętym działaniami wojennymi montuje się na górze. Nawet dowódcy wojskowi są mu przeciwni, ponieważ jest to teren silnie zalesiony i za chwilę cały drut będzie usłany ciałami zwierząt, które – jeśli w niego wpadną – to już się nie wydostaną. Podobnie z ludźmi. Ku chwale polityków. Coś czuję, że ten stan wyjątkowy będą przedłużać, żeby nie pokazać w telewizji widoku tych drutów oblepionych zwłokami…

E171 – dwutlenek tytanu

Słyszeliście o dwutlenku tytanu? Dla tych, którzy nie słyszeli napiszę kilka słów wyjaśnienia. Zapewne gdyby produkty, które kupujemy, składały się z mniejszej ilości składników, zwrócilibyśmy na niego uwagę. Niestety nawet kupne ciasta potrafią mieć grubo powyżej 20 różnych składników, w tym sporo tych oznaczonych jako „E”. Te same ciasta, kiedy pieczemy sami w domu posiadają 5-6 składników. Reszta listy w tych kupnych to głównie barwniki, ulepszacze smaku i konserwanty.

Jednym z takich barwników jest właśnie dwutlenek tytanu występujący także pod nazwą E171. Co ciekawe, zauważyłem ostatnio, że producenci wiedzą, że klienci są zrażeni do składników „E”, więc często piszą na składzie właśnie „dwutlenek tytanu”. E171 to bardzo biały barwnik, dlatego producenci pakują go do białej żywności (gum do żucia, cukierków, pianek, deserów, ciast, itd.), ale także do kosmetyków (m.in. kremów, past do zębów), do barwienia leków, farb, itd.  Sprawdźcie skład białych produktów, które macie w domu, a na pewno w wielu go znajdziecie.

Dlaczego o tym piszę? Bo jest to składnik zakazany już np. we Francji. Tematem zajęła się też UE, która zleciła badania, z których wynika, ze E171 nie może być uważany za bezpieczny dla zdrowia dodatek do żywności ze względu na genotoksyczność (mogącą powodować powstawanie nowotworów) i fakt, że nie da się ustalić bezpiecznej ilości tego dwutlenku dla zdrowia.

Procedury w UE zwykle trwają. Polski parlament, z tego co wiem, nie zajął się tematem. Biorąc pod uwagę to, że trafia do nas mnóstwo produktów, których nie chce Zachodnia Europa (np. zawierające syrop glukozowo-fruktozowy podczas gdy produkty sprzedawane na tamtym rynku mają cukier czy olej palmowy, gdy produkty na inne rynki mają rzepakowy), a poza tym nawet nasi rolnicy lubią chemię, to pewnie polski parlament nie zajmie się E171. Polecam więc we własnym zakresie sprawdzać skład nabywanych produktów 🙂 Tym bardziej, że nie jest to gadanie „specjalystów” pod sklepem, tylko potwierdzone przez naukowców ostrzeżenia.

Majowe spacery

W końcu zrobiło się w miarę ciepło. Na tyle, że można spokojnie wyjść na spacer albo na rower. Zachęcam do aktywności, żeby nacieszyć oczy pięknymi, relaksującymi widokami. Może niekoniecznie będę namawiał na jazdę polnymi drogami, bo jednak jest dość mokro i można się nieźle zagrzebać w błocie, ale takimi spokojniejszymi asfaltowymi dróżkami, jak najbardziej.

Na zachętę wrzucam poniżej fotkę sarenek pstrykniętą gdzieś pomiędzy polami. Niestety nie jest zbyt ostra. Wygląda trochę jak obraz… akwarela, albo akryl – trudno mi określić, za słabo się znam na sztuce.

W plenerze sarenki prezentują się o wiele lepiej. Można też wypatrzeć sporo zajęcy i ptaków. I opalić trochę bladą skórę po długim siedzeniu w domu.

Tak mi się wiele terenów spodobało, że zastanawiam się czy może wypożyczyć gdzieś rower elektryczny, żeby móc robić dłuższe trasy, na które kondycja nie pozwala. Takie lekkie wspomaganie czasem by mi się przydało. Tym bardziej, że zdarza mi się bywać w górzystej lub pagórkowatej okolicy, więc tym bardziej by się tam przydało. W Szklarskiej Porębie czy w Sandomierzu na przykład zdarzało mi się pchać pod górkę 😉

Parki narodowe na Podlasiu

Czy wiecie, że najwięcej parków narodowych jest w województwie małopolskim (5), ale jeśli chodzi o powierzchnię – największy obszar parków znajduje się na Podlasiu. Zresztą niemało ich tam jest, bo aż cztery: Biebrzański, Wigierski, Białowieski i Narwiański. Z żalem muszę przyznać, że nie zwiedziłem jeszcze wszystkich. Odwiedziłem jednak Wigierski i Biebrzański, o czym trochę Wam napiszę poniżej.

Czy warto? Oczywiście, zawsze warto zwiedzać parki narodowe. Ostatecznie wyznaczono je na terenach najbardziej atrakcyjnych przyrodniczo. To perełki na mapie. Należy jednak pamiętać, że to tereny – w założeniu – jak najmniej zmienione działalnością człowieka, a zatem jak najbardziej dzikie. Królestwo roślin i zwierząt. Wiąże się to nie tylko z zakazem schodzenia ze szlaków i koniecznością stosowania się do „instrukcji” pracowników parku, ale także z dostosowaniem obuwia i odzieży. I nie chodzi mi o to, żeby wykłócać się z panem, że dlaczego nie w szortach i klapkach, albo z panią, że dlaczego nie w butach na obcasach i skąpym odzieniu. Jeśli macie takie parcie, to idzie. Chodzi o to, że parki na Podlasiu zostały wyznaczone na terenach podmokłych, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że buciki ugrzęzną Wam w bagnie, a dodatkowo pogryzą Was owady, z których komary będą najmniejsze i najmniej inwazyjne. Sami oceńcie czy dla fotek warto. Dla lansu niekoniecznie, bo szlaki nie są zbyt oblegane. Na szczęście.

Biebrzański PN to największy polski park. Został wyznaczony wzdłuż Biebrzy. Zwiedzanie może być urozmaicone, ponieważ może się odbywać pieszo, na rowerze, konno lub kajakiem. Oczywiście zapomnijcie o wszelkich hałasujących środkach transportu np motorówkach. Biebrzański PN to królestwo ptaków, szczególnie tych gniazdujących w zaroślach i na rozlewiskach. To także królestwo łosia – zwierzęcia mocno poszukiwanego przez turystów. W parku i na jego obrzeżach znajdziecie też ślady działalności ludzkiej – fortyfikacje (w większości ruiny) zniszczone podczas II wojny światowej. Wszak to tereny słynnej obrony Wizny, z „polskimi Termopilami” na Górze Strękowej. W centrum parku leży niezdobyta Twierdza Osowiec, która w tygodniu jest udostępniana do zwiedzania.

Jeśli nie jesteście przygotowani na wycieczkę po podmokłym terenie, proponuję chociaż przejechać się Carską drogą (łosiostradą) i przejść się ścieżką edukacyjną – Długą Luką lub Groblą Honczarowską (jest dłuższa), z których można podziwiać Bagno Ławki i Bagno Podlaskie. W wielu miejscach na terenie parku ustawiono wieże i platformy widokowe. Jeśli chcecie lepiej zaznajomić się z parkiem, warto wybrać się na dłuższy szlak Gugny – Barwik. Dobrze jednak najpierw sprawdzić  na stronie parku, czy akurat nie jest zamknięty ze względu na warunki, co się okresowo zdarza. Biebrzański PN to na pewno bardzo ciekawe miejsce, także ze względu na wiele terenów, na które po prostu nie da się wejść. Dla własnego bezpieczeństwa nie schodźcie ze ścieżek.

Wigierski PN to drugi park na Podlasiu. Jego sercem jest jezioro Wigry. Istotnym elementem jest także przepływająca przez niego Czarna Hańcza. Park można zwiedzać w kajaku lub jednym ze statków wycieczkowych pływających po Wigrach. Na jego „suchej” części wyznaczono sporo szlaków rowerowych oraz pieszych, a także ścieżki edukacyjne. Wigierski PN nie jest tak dziki i niedostępny jak Biebrzański, ma jednak swój urok. Szczególnie polecam kajaki oraz spacery pięknymi ścieżkami edukacyjnymi. Wśród lasu (który sam w sobie budzi respekt), ukrytych jest mnóstwo mniejszych i większych jeziorek. Na uwagę zasługuje także wystawa w budynku dyrekcji parku, gdzie możemy dowiedzieć się m.in. jakie zwierzęta zamieszkują park oraz skansen – także w pobliżu budynku dyrekcji. Warto rozglądać się za barciami przymocowanymi do drzew. Widoki możemy podziwiać z wież i punktów widokowych ustawionych na brzegach jeziora. To naprawdę urocze miejsce.

Będąc w Wigierskim PN warto zwiedzić także pokamedulski klasztor na jeziorze. Ale o nim napiszę w osobnym wpisie. Koniecznie trzeba też spróbować tradycyjnych dań 🙂

Długa Luka
Długa Luka
Biebrzeński Park Narodowy
Biebrzeński Park Narodowy
Podlaska tradycja na talerzu :)
Podlaska tradycja na talerzu 🙂
Wigierski Park Narodowy - ścieżka Suchary
Wigierski Park Narodowy – ścieżka Suchary
A oto zagadka - po co robiono takie nacięcia? :)
A oto zagadka – po co robiono takie nacięcia? 🙂
Na obrzeżach Wigierskiego Parku Narodowego
Na obrzeżach Wigierskiego Parku Narodowego