Zmiana czasu

Wygląda na to, że zmiana w zmianach czasu to kwestia, w której politycy są zmienni. Od jakiegoś czasu mówiono, że wiosenne przesunięcie zegarków miało być ostatnim, później, że zimowe, a teraz temat został odłożony na bliżej nie określony czas, liczony w latach, a nie miesiącach. Mi to akurat na rękę, bo wolę jak rano robi się wcześniej widno, niż jak człowiek może wpaść na człowieka w ciemnościach o 8 rano. No chyba, że mówimy o jakimś ładnym człowieku przeciwnej płci 😉 Wtedy mogę się trochę poprzytulać 😉

Do pełni radości brakuje mi tylko rezygnacji z tego projektu (mi to w żaden sposób nie rozwala życia, wręcz przeciwnie zmiana czasu jest dostosowana do mojego biologicznego rytmu snu)… I może jeszcze tego, żeby eurodeputowani w tym czasie zajęli się czymś sensownym co wzmocni i scali rynek europejski, żebyśmy mogli kiedyś rozmawiać jak równy z równym z USA, Rosją czy Chinami. Wiem, marzenia. My ugrzęźniemy w urzędniczej papce i wszechobecnych procedurach. Zjemy własny ogon.

Wracając na ziemię, pozostaje mi więc zapomnieć o marzeniach i cieszyć się z przesunięcia zegarków i z tego, że przez kilkanaście dni będę wstawał w czasie, gdy na zewnątrz nie panują egipskie ciemności.

A Wy jak wolicie? Kiedy przesuwamy czasomierze, czy gdy przyjmiemy jedną stałą godzinę, niezależną od słońca?