Bazylika katedralna w Sandomierzu

Kwestia zdobywania szczytów KGP została przesunięta w czasie. Mimo zniesienia większości covidowych obostrzeń, ze względu na starsze pokolenie, z którym mam częsty kontakt, postanowiłem uważać i nie wygłupiać się na urlopie. Nie oznacza to, że siedzę w domu. Po prostu wybieram bardziej odosobnione miejsca.

Wczoraj robiłem porządek z fotkami. Przy okazji przypomniałem sobie, że miałem kiedyś w planach dodawać co jakiś czas wpis „podróżniczy”. Pod koniec zeszłego roku byliśmy w Sandomierzu. W tym mieście jest tyle atrakcji do zobaczenia, że postanowiłem dodać serię wpisów o zabytkach, które zrobiły na mnie największe wrażenie. Pewnie wypadałoby zacząć od zamku królewskiego, ale zacznę od katedry.

Otóż, centralną świątynią w Sandomierzu jest Bazylika Katedralna Narodzenia NMP. Łatwo do niej trafić, gdyż znajduje się w ścisłym turystycznym centrum – pomiędzy Rynkiem, a Zamkiem Królewskim.

Katedra została wybudowana w stylu gotyckim w latach 1360-1382 w miejscu romańskiego kościoła, zburzonego podczas najazdu tatarskiego. Fundatorem bazyliki był Kazimierz Wielki. Przetrwała ona do dziś w formie pierwotnej, tzn. jako kościół trójnawowy halowy, choć w późniejszych wiekach, była przebudowywana oraz odbudowywana, w ówcześnie panujących stylach. Cennym elementem w katedrze są bizantyjsko-ruskie freski ufundowane przez Władysława Jagiełłę. Można je podziwiać w prezbiterium kościoła i na niektórych ścianach.

Podobnie jak zamek królewski, także katedra ucierpiała w czasie potopu szwedzkiego. W 1656 r. Szwedzi wysadzili zamek. Wybuch był tak potężny, że uszkodził kościół oraz spowodował pożar. W następnych latach uszkodzenia naprawiono, a wnętrze zaczęto barokizować (nowe organy, wymiana posadzki, ołtarzy, montaż boazerii ściennej, nowe obrazy, zmiana wystroju kaplicy). W XIX w. z kolei wprowadzono elementy neogotyckie (kamienne detale we wnętrzu, ceglana okładzina elewacji na zewnątrz oraz sygnatura na dachu).

Kiedy odwiedziliśmy Sandomierz późną jesienią 2019 r., akurat kończył się kompleksowy remont wnętrza. Mimo przemieszania styli architektonicznych, a może właśnie dlatego, świątynia wygląda naprawdę imponująco. Potrafi też intrygować lub irytować barokowymi obrazami Karola de Prevot przedstawiającymi makabryczne sceny m.in. zabijania ludności przez Tatarów czy rytualnych mordów dokonywanych przez Żydów. Obrazy te stanowią część, zekranizowanej następnie, historii opowiedzianej przez Zygmunta Miłoszewskiego w „Ziarnie prawdy”.

Warto dodać, że walory kościoła zostały docenione nie tylko przez turystów, ale także bardziej oficjalnie: od 1818 r. świątynia jest katedrą, od 1960 – bazyliką mniejszą, natomiast od 2017 r. wraz z innymi elementami starówki stanowi sandomierski historyczny zespół architektoniczno-krajobrazowy.

Co jeszcze warto zobaczyć w Sandomierzu? O tym będzie w kolejnych wpisach 🙂

Ale czymże byłby taki wpis bez fotek. Oto kilka na zachętę, żebyście także – mając okazję – zajrzeli do środka:

Plany odłożone na później

Rozpisaliśmy z kumplami plany na wycieczki i zdobywanie szczytów KGP na okres luty – maj. No i co? No i byliśmy dwa razy, przed ogłoszeniem, wiecie czego, a dla potomnych: epidemii koronawirusa i wywoływanej przez niego choroby o trudnej do zapamiętania nazwie COVID-19.

Nie wiem kto wpadł na pomysł, żeby to choróbsko tak nazwać. To przypomina nazwę planety, gwiazdy, albo asteroidy, która została odkryta, albo też miałaby się zderzyć z Ziemią w 2019 r. Jako nazwa choroby jakoś do mnie nie przemawia. I to tak istotnej. Cholera, malaria, ospa, odra, ebola – da się zapamiętać, ale COVID-19…

No dobra, w każdym bądź razie, przez epidemię, a właściwie związane z nią obostrzenia przełożyliśmy wyjazdy na lato (oby do tej pory wszystko się skończyło). W sumie biorąc pod uwagę to co się dzieje w Polsce, Europie i w ogóle na świecie, to przełożenie wycieczek jest najmniejszym problemem. Teraz jest to kwestia – oby przeżyć.

Życzę więc wszystkim dużo zdrowia, odporności, cierpliwości, odnalezienia pasji, które można uskuteczniać w domowym zaciszu. Nie dajcie się niecierpliwości i ochocie wyjścia z domu. Ja wiem, że unikając ludzi – można. Problem w tym, że w wielu przypadkach nie da się ich uniknąć. Chyba, że mieszkacie gdzieś na wsi, albo na osiedlach przy lasach, parkach… w każdym bądź razie w miejscach, gdzie da się innych ominąć szerokim łukiem.

I mimo zaleceń władz, kupcie albo uszyjcie sobie maseczki do użycia w przypadku konieczności pójścia po zakupy czy gdzie tam musicie. Z dwóch powodów: po pierwsze wirus długo nie daje objawów swojej obecności, więc właściwie nie wiecie czy jesteście chorzy. Po drugie, nie wiecie czy osoby, które spotykacie są chore, a takie maseczki zawsze trochę chronią. I może właśnie Wam się przydarzy (chociaż nie będziecie o tym wiedzieć), że dzięki niej unikniecie zarażenia.

W każdym bądź razie ja uważam, że warto ich używać. Podobnie jak jednorazowych rękawiczek. Także w sklepach.

Dużo zdrowia.

***

Tędy i tamtędy przebrnąłem przez rodzinne wizyty i obżarstwo świąteczne. Dałem też radę na imprezie sylwestrowo-noworocznej. Chociaż zwykle nie lubię tego typu wydarzeń, tej bieganiny i zabawy na siłę, to w tym roku (a właściwie jeszcze w zeszłym) było całkiem nieźle.

Teraz teoretycznie mogę spędzać czas zimowy tak jak lubię – na nartach zjazdowych i biegówkach; teoretycznie – gdyż brakuje śniegu, a nawet na naśnieżanych stokach w niższych partiach gór jest odwilż, więc warunki do kitu. Na razie się nie załamuję, bo jeszcze trochę tej zimy zostało, ale to jednak dość niepokojące i pokazujące szybkość ocieplenia klimatu, jeśli w połowie stycznia poza Tatrami i Bieszczadami – w które mi daleko – trzeba się dobrze rozglądać za przynajmniej dobrymi warunkami narciarskimi. Oby nie skończyło się jak już kilkukrotnie, czyli zimą do maja.

Miałem napisać trochę o tym co się ostatnio wyprawia w polityce – i tej naszej zaściankowej i światowej, ale nie chce mi się psuć humoru. Zauważyłem po sobie, że lepiej się czuję, kiedy wyjadę gdzieś poza zasięg programów informacyjnych i nie wiem co się dzieje. Może to postawa niezbyt obywatelska, ale czy „psucie sobie krwi” wieściami politycznymi naprawdę zrobiłoby ze mnie obywatela? Co mam do powiedzenia, powiem podczas wyborów. Z wiekiem coraz bardziej doceniam spokój i „złoty środek”. Wystarczy mi rozwiązywanie osobistych problemów.

Łażąc tędy i owędy docieram codziennie do pracy… Dobra, przesadziłem, chcąc nawiązać do tytułu bloga. Zwykle o tej porze roku i przy takiej pogodzie (kiedy rower pozostaje w domu) docieram jedną drogą, którą przebywam „uzbrojony” w dobrej jakości muzykę pozwalającą odprężyć się w korkach.

Tym razem lepiej nawiążę do tytułu – a mianowicie chodząc tędy i tamtędy, trafiłem na spotkanie z kumplami w jednej z bardzo przyzwoitych knajpek w pobliżu pracy i dowiedziałem się, że mamy w gronie dwóch miłośników weekendowych wypadów. Miłośnicy ci zdobywają Koronę Gór Polski i wyszukują górki, na których znajdują się wieże widokowe. Podobno coraz więcej ich mamy, tak jak i Czesi. Postanowiłem więc przyłączyć się do ich grupy. Dam znać czy i co z tego wyjdzie… Ale jestem dobrej myśli 🙂

Zmiana czasu

Wygląda na to, że zmiana w zmianach czasu to kwestia, w której politycy są zmienni. Od jakiegoś czasu mówiono, że wiosenne przesunięcie zegarków miało być ostatnim, później, że zimowe, a teraz temat został odłożony na bliżej nie określony czas, liczony w latach, a nie miesiącach. Mi to akurat na rękę, bo wolę jak rano robi się wcześniej widno, niż jak człowiek może wpaść na człowieka w ciemnościach o 8 rano. No chyba, że mówimy o jakimś ładnym człowieku przeciwnej płci 😉 Wtedy mogę się trochę poprzytulać 😉

Do pełni radości brakuje mi tylko rezygnacji z tego projektu (mi to w żaden sposób nie rozwala życia, wręcz przeciwnie zmiana czasu jest dostosowana do mojego biologicznego rytmu snu)… I może jeszcze tego, żeby eurodeputowani w tym czasie zajęli się czymś sensownym co wzmocni i scali rynek europejski, żebyśmy mogli kiedyś rozmawiać jak równy z równym z USA, Rosją czy Chinami. Wiem, marzenia. My ugrzęźniemy w urzędniczej papce i wszechobecnych procedurach. Zjemy własny ogon.

Wracając na ziemię, pozostaje mi więc zapomnieć o marzeniach i cieszyć się z przesunięcia zegarków i z tego, że przez kilkanaście dni będę wstawał w czasie, gdy na zewnątrz nie panują egipskie ciemności.

A Wy jak wolicie? Kiedy przesuwamy czasomierze, czy gdy przyjmiemy jedną stałą godzinę, niezależną od słońca?

Przybyłem, zobaczyłem i postanowiłem tu zostać

Zamknięto bloxa, gdzie dotychczas publikowałem moje wypociny pod adresem mickopisze.blox.pl. Od początku motywem przewodnim miało być „tędy i tamtędy”, ponieważ w założeniu chciałem opisywać moje podróże. Niestety na bloxie adres był już zajęty; zresztą później się okazało, że tematy mam różne i niekoniecznie „podróżnicze”.

Ponieważ tutaj „tędy i tamtędy” było wolne, więc wracam do pierwotnej myśli. A co z tego wyjdzie to czas pokarze. Ja w każdym bądź razie przybyłem tutaj, zobaczyłem możliwości na bloggy.pl i postanowiłem tu zostać.

Witajcie więc ponownie, po dłuuuuugiej przerwie 🙂