A po świętach nadal wiosna

Wiosna nieodmiennie kojarzy mi się z pąkami na drzewach i krzewach, temperaturą ok. 15 stopni, bieganiem lub jeżdżeniem na rowerze, przeziębieniami, kwitnącymi wczesnymi kwiatami i dłuższym dniem niż nocą. W zasadzie, więc o tym, że jej nie ma świadczy tylko to, że nadal noc jest dużo dłuższa od dnia. W tym roku świętowaliśmy przy przeziębieniach, w wiosennych ciuchach, bo w zimowych pot człowiekowi po plecach ściekał. A taki oto widok zastałem tuż przed Wigilią na ogrodzie, przygotowując bożonarodzeniowe dekoracje:

Prawda, że mało świątecznie? Co gorsze drzewka owocowe i krzewy puściły już pąki, które na niektórych gałązkach nawet zaczynają zamieniać się w listki. Jak przyjdzie w końcu zima, a wcześniej czy później się to stanie, to zniszczy „falstartowiczów”.

Jedyny plus tej pogody jest taki, że w te święta nie chciało mi się tak jeść jak przy wielkich mrozach, więc waga nie drgnęła nawet o 10 dag 🙂 Co się niestety może zmienić, bo teraz mamy sezon na wyjadanie i na „no jedz, bo się zmarnuje” 😉 a w pracy na sieci cieplne preizolowane.

Bawcie się dobrze i bezpiecznie w Sylwestra. Szczęśliwego Nowego Roku!!!

Obwodnica Rowerowa Wrocławia

W ramach Wrocławskiego Budżetu Obywatelskiego zgłoszono ciekawy projekt, który niestety nie przeszedł, pod nazwą Obwodnica Rowerowa Wrocławia. Zasadniczo uważam, że powinno być jak najwięcej dróg rowerowych, oddzielonych od dróg samochodowych i od chodników dla pieszych, ponieważ rowerzyści to niestety najbardziej ignorancka grupa użytkowników dróg i chodników, z wyjątkami oczywiście, ale i dla tych wyjątków wygodniej gdy droga rowerowa jest „niezależna”. Nieraz mi się zdarzyło, że idąc pieszo zostałbym rozjechany przez rozpędzonego rowerzystę, bo nic to, że na drodze pieszo-rowerowej to piesi mają pierwszeństwo. Nieraz też mi się zdarzyło, że rowerzyści przeciskali się między samochodami ryzykując ich zarysowanie, jeszcze z komórkami przy uchu. O przejeżdżaniu na czerwonym świetle w ogóle nie warto wspominać, bo to standard, bez względu na to czy rowerzysta porusza się przejściem dla pieszych (w 98% przejeżdżając) czy też drogą, koło samochodów. Co dziwne i niestety moim zdaniem szkodliwe, Wrocław pocięli drogami rowerowymi prowadzonymi tuż przy brzegu drogi, przez co pasy bardzo się zwęziły, a w niektórych miejscach zmniejszyła ich ilość, a na skrzyżowaniach utworzyła się plątanina.
Co jeszcze dziwniejsze, w centrum miasta ograniczono ruch na wielu ulicach do 30km/h, co jest w ogóle jakimś kuriozum, zważywszy, że ograniczenie dotyczy np dróg po których nie przebiegają piesi bo są oddzielone od chodnika słupkami i łańcuchami. Kiedyś robiono wszystko, żeby przyspieszyć ruch i zapewnić bezpieczeństwo: budowano nad kluczowymi ulicami, które się korkują, kładki nadziemne i przejścia podziemne. Teraz polityka miasta jest inna – na tych ulicach wprowadza się ograniczenia i robi pasy… Kompletna głupota.

Koty i takie tam

Zrobiło się zimno i znowu trzeba uważać. I nie mam tu na myśli ślizgania się czy ochrony przed zimnem (jeszcze nie, choć dziś rano temperatura zaszalała i pokazała +3 stopnie C), tylko koty. Co prawda nie musimy się obawiać, że nas zaatakują, ostatecznie są tylko spokrewnione z tygrysami, ale o ich zdrowie. Ostatnio zauważyłem, że kilka łazi po parkingu i korzysta z okazji, jak przyjedzie jakiś samochód, żeby się pod nim schować i pogrzać trochę. Ponoć, podobnie do kun, lubią się też wpychać od spodu i siedzieć pod maską, co może skończyć się nie tylko szkodami w samochodzie, ale i upieczeniem futrzaka. Warto więc zerknąć pod spód przed wyjazdem i przynajmniej postukać w maskę, bo może coś stamtąd w popłochu wybiegnie 😉

Ostatnio Dziecko oglądało na YouTube rzeczy wykonane przez drukarkę 3d i już chciało marudzić, żeby mu taką kupić, ale ceną ostudziłem zapędy (na szczęście moje Dziecko ma racjonalny stosunek do życia i wie, co znaczy sformułowanie „za drogo”). Nie jest to już co prawda zupełna nowość, ale jeszcze nie są na tyle tanie, żeby można było sobie je dowolnie kupować. Poza tym przypuszczam, że samo programowanie to też nie takie hop-siup. Za to może to być interesujący przedmiot do nauki jego obsługi w szkole, która przy okazji ma większe możliwości zakupu niż ja. Wkrótce zebranie z rodzicami. Może warto poruszyć ten temat…

Przy okazji Dziecko nabrało ochoty na robienie sweet-foci, kręcenie filmów i wrzucanie tego wszystkiego do sieci, bo koledzy mówią, że można na tym zarobić. Nieważne, że nikt z jego znajomych na tym nie zarobił, ani nikt bezpośrednio nie zna takiej osoby, ważne że ponoć można. Co za chora moda. Chwalić się wszystkim i liczyć jeszcze na to, że inni będą poświęcać swój czas na oglądanie twojego życia i lubienie, lubienie, lubienie… „idę do kuchni zrobić kanapkę” – lubię, lubię, lubię + komentarz: „super, że potrafisz”… „ubieram buty” – lubię, lubię, lubię + komentarz: „ojej, jakie fajne”… „myję głowę” – lubię, lubię, lubię + komentarz: „ale fajna piana”… Masakra, a kiedyś myślałem, że pojawienie się komórek ogłupia ludzi i odbiera im prywatność, ale zdaje się, że prawdziwą tragedią była „rewolucja smartfonowa”. Ludzie żyją w sieci i stają się kompletnie nieodporni na krytykę, nie potrafią rozmawiać inaczej jak wyrażając jednozdaniowy zachwyt lub krytykę. Nie, nawet nie krytykę – po prostu nienawiść.

Kuny kontra samochód

Kuny kontra samochód, czyli raz wygrywamy, a raz nie. Dla mnie to problem z cyklu never ending story. Kiedyś zawsze parkowałem w garażu, więc nie miałem pojęcia, że można mieć jakieś problemy ze zwierzętami. Ale kilka lat temu przeprowadziliśmy się. Niestety teraz dysponuję tylko miejscem postojowym, co na początku nie podobało mi się ze względu na lakier, który szybciej się niszczy od słońca i mrozu, oraz ze względu na akumulator w zimie, a później… A później znalazłem kawałki jakiejś dziwnej tkaniny koło samochodu. Po dokładnych oględzinach okazało się, że to wyściółka spod maski. Była podrapana i pogryziona, a na silniku było pełno śladów łap. Na początku sądziłem, że jakiś kot mi tam włazi, ale okazało się, że sąsiedzi widzieli kuny spacerujące po parkingu. Przetestowałem chyba wszystkie zabezpieczenia, o których wyczytałem na forach. Okazało się, że żadne domowe sposoby zapachowe nie działają. Działa tylko środek na kuny i to tylko wtedy, gdy wyściółka jest często (co dwa tygodnie) spryskiwana.  Bo wyściółkę oczywiście wymieniłem. Ostatnio niestety jedno spryskiwanie przegapiłem i już mam dziurę. Na szczęście nie za dużą, ale jednak. W zasadzie sama wyściółka to nie jest zasadniczy problem. Problemem jest to, że te piękne zwierzątka buszują wśród samochodów wchodząc pod maskę i nikt nigdy nikomu nie zagwarantuje, że przeciskając się wśród fajnych kabelków i rurek nie zapragną kiedyś czegoś przegryźć, a ząbki mają niezłe. I na drodze może być niezły zonk. Zwierzaki są pod ochroną, więc polowanie na nie odpada.

Czy ktoś może wypróbowywał elektroniczny odstraszacz? Jest sobie urządzenie, które piszczy i ponoć odstrasza koty i kuny. Ale czy na pewno? Jeśli przeczyta to ktoś, kto wypróbowywał, będę wdzięczny za pozostawienie info w komentarzu.

We wrześniu 1

Zrobił nam się wrzesień i wygląda na to, że w tym roku będzie to wyjątkowo interesujący miesiąc – zarówno w pozytywnym jak i w negatywnym znaczeniu, zależy od wydarzenia i jego oceny. Standardowo dzieciaki wróciły do szkół, co zapewne jest odbierane pozytywnie przez rodziców i negatywnie przez większość braci uczniowskiej 🙂 Za nami referendum – co by nie mówić o wynikach, z frekwencji jedni są zadowoleni, inni nie, chociaż moim skromnym zdaniem bez względu na pytania i odpowiedzi cieszyć się nie ma z czego, kiedy obywatele dostarczają władzy argumentów do nie pytania o zdanie. Przed nami gorący okres kampanii parlamentarnej – ciekawe co jeszcze dostaniemy i co nam obiecają… Obecnie, czyli właśnie w tym momencie trwa pasjonujący mecz siatkarski Polska – Rosja, w którym niestety po pierwszym secie przegrywamy, ale że jesteśmy mistrzami nerwów: złych początków i dobrych zakończeń (najwidoczniej nasi sportowcy biorą sobie do serca powiedzenie, które rozsławiło także premiera Millera:) ) więc nie będę martwił się na zapas; myślę, że będzie dobrze. W Europie dalszy ciąg zamieszania z emigrantami, nadal nikt z nikim nie potrafi się dogadać i nadal nie słychać głosów solidarności ze strony USA, Kanady i Australii… A „złoty pociąg” nadal pozostaje nieodkrytą tajemnicą, choć być może już wkrótce dowiemy się czy było się czym ekscytować.

A co bezpośrednio u mnie? Hmmm… Mam w domu jakiś wyjątkowy najazd… much. Nie wiem skąd one się biorą, ale trudno się ich pozbyć. I już sam nie wiem, czy lepsze te muchy czy pająki, które z kolei nawiedzają sąsiada… Wczoraj jak głupi jeździłem po marketach w poszukiwaniu okładek na książki. W tym roku zrobili wielką akcję rozdawania darmowych podręczników i zażyczyli sobie, żeby je obłożyć, co i tak robimy, tyle że zazwyczaj w lipcu. Teraz nagle mnóstwo dzieciaków dostało podręczniki na początku września i wszędzie skończyły się okładki… Trudno, dziecko nie będzie nosiło książek dopóki się nie pojawią. Nie będę ryzykował płacenia za nie, bo regulamin taki napisali, że najlepiej żeby rodzice nosili te książki za dzieciaki, żeby broń boże nic się z nimi nie stało. Poza tym ochłodziło się wyraźnie i zastanawiam się czy już nie zacząć lać płynu zimowego do spryskiwaczy, żeby zdążył się wymieszać przed przymrozkami, które mogą się przydarzyć choćby w październiku. Wczoraj wieczorem zawiozłem kumpla na ostry dyżur, bo na oko patrzyć nie mógł, a z niezrozumiałych dla mnie względów nie poszedł od razu. Znaczy ponoć dzwonił do lekarza, ale kolejka jest… A okazało się, że mu się opiłek wbił. Całe szczęście, że mu poważniej oka nie uszkodził. Kiedyś w zakładach gdzie ludzie mieli do czynienia z opiłkami był lekarz, a teraz nie dość że nie ma, to jeszcze nie można się „od ręki” dostać. Pozostaje tylko wieczorem ostry dyżur. A niestety obróbka skrawaniem może okazać się niebezpieczna, nawet jak się uważa, choć przypuszczam, że jego „zaatakowała” rutyna.

W sobotę będę wsadzał tuje. Rodzina kupiła, bo teraz są podobno tanie. Nie jestem przekonany czy to dobry czas na takie zakupy, ale skoro już są, to trzeba wsadzić.

Telefony, telefony

Może ktoś mi wyjaśni fenomen dzwonienia do ludzi codziennie, a czasem nawet trzy razy dziennie, w nadziei że ktoś zmieni zdanie i jednocześnie operatora. Sam nie mogę znaleźć logicznego wytłumaczenia dla takiego postępowania. No nie wiem, chyba że są ludzie, którzy w końcu dla świętego spokoju zamawiają usługi i podpisują umowy. Ja zdecydowanie do nich nie należę i jak dzwoni do mnie SPAM, to co najwyżej podnosi mi ciśnienie, że muszę iść do telefonu na darmo. Tak, nadal mam telefon na kabelku i internet też. I to jest powód ciągłego wydzwaniania do mnie Netii. I pewnie do głowy nie przyszłoby mi o tym pisać, gdyby nie to, że dziś powiedziałem przemiłej pani, że dzwonią do mnie kilka razy dziennie i nie jest to sposób na pozyskanie klienta, na co przemiła pani nie powiedziała ani „przepraszam”, ani „pocałuj mnie w d…” tylko po prostu się rozłączyła w pół słowa. Oczywiście mojego słowa, a nie jej. Rozumiem, że w telemarketingu praca ciężka i stresująca. Człowiek mówi co mu każą i nieraz zostaje zbluzgany. Ale jakieś standardy tam też chyba obowiązują. Jak już się napraszasz i niechciany dzwonisz, to chociaż nie rzucaj słuchawką jak gwiazda… Tak mi się wydaje.

Cóż poza tym? Generalnie spokój, brak korków na mieście, temperatura poniżej +30C więc ok, wieczorem czas grillowania, w pracy też cisza. Może poza dzisiejszym próbnym alarmem przeciwpożarowym… No bo skoro się w wakacje mało dzieje, to postanowili nam dziś urozmaicić życie i zawyli. Postanowiliśmy z kumplami zejść najbliższymi nam schodami na dół, bo na głównych zawsze jest tłoczno. Schodzimy sobie spokojnie i gadamy, zeszliśmy na parter, a tam… zamknięte drzwi przeciwpożarowe 🙂 No i trzeba było wchodzić piętro wyżej i dołączyć do głównego nurtu pracowników. Brawo dla organizatorów. Można się pośmiać z takich niedociągnięć w czasie próby, ale gdyby to było na serio, pewnie nieźle by nam ciśnienie skoczyło.

Nawiązując do wcześniejszych wpisów: nadal nie ma drogi rowerowej do pobliskiego miasteczka gminnego ani żadnych planów z tym związanych. Wczoraj wracając ze spaceru widziałem w pobliżu wielkiego, wypasionego lisa. Jeśli komuś w okolicy zgubił się mały piesek i zawieruszył na teren rudzielca, to raczej nie liczyłbym na jego powrót. Nawet kotów tam już nie ma, mimo że historycznie zawsze to były ich tereny łowieckie (na myszy i ptaki). Hmm, swoją drogą ciekawe czy lis zjadłby kota?

Lisy

Odnoszę wrażenie, że w naszym rejonie bardzo rozpanoszyły się lisy. Wracając ostatnio od znajomych z innej miejscowości, kilka z nich mijałem po drodze koło rowu. Za to kiedyś bywały zające, których teraz w ogóle nie widzę. Istnieją teorie, że to lisy wytłukły zające… Oczywiście przy udziale człowieka, który wszędzie robi ogromne pola, przez co szaraki nie mają się gdzie schronić. Za to w okolicę powróciły jeże. Jeden nawet dał się pogłaskać 🙂 Całe szczęście, że wróciły, bo mamy nadmiar ślimaków.

Świeżki rowerowe między miastami

Ostatnio dużo mówi się o ścieżkach rowerowych w miastach. Buduje się ich coraz więcej, miasta udostępniają rowery. A mi się marzą ścieżki poza miastami, tym bardziej, że organizacyjnie (mam tu na myśli niezabudowany teren) jest to łatwiejsze. Mieszkam na dość płaskim terenie, w pobliżu mam kilka miasteczek, do których chętnie wybrałbym się na rowerze. Ale powiem szczerze: boję się. Trzeba do nich dojechać bardzo ruchliwą, tranzytową drogą, pełną ciężarówek i praktycznie bez pobocza. Przydałaby się droga rowerowa, ale tej niestety nie ma. Zresztą to żaden wyjątek. Często zdarza mi się jadąc za miastem mijać rowerzystów, którzy jak na moje oko ryzykują własne życie, bo wystarczyłaby większa dziura w asfalcie, o co na poboczach nietrudno, chwila zagapienia i nieszczęście gotowe.

Brawo Paweł Kukiz

Brawo, Panie Pawle. Przywrócił mi Pan wiarę w to, że z tego narodu da się coś wykrzesać. Widać, że czas na kolejną zmianę. W latach 90-tych i na początku XXI w. mieliśmy przepychankę partii prawicowych i SLD. Później, w miarę wymierania elektoratu, pojawiły się dwie partie „prawicowe” – w cudzysłowie, bo z ogólnie przyjętą na świecie definicją to one tak średnio mają wspólnego. Partie kotłują się od dłuższego czasu w tym samym gronie osobowym, coraz bardziej mając w głębokim poważaniu prawdziwe problemy obywateli, bo ciągle liczą na to, że wyborcy zagłosują na jednych albo drugich, i tak czy inaczej to same grono pozostanie przy władzy. Ale już czas na zmiany, na kogoś spoza systemu – systemu opracowanego na początku lat 90-tych, który co prawda wepchnął Polskę do krajów UE, ale do tamtejszych standardów prawnych i obyczajowych, droga jeszcze daleka. Czas po prostu o zadbanie o swoje interesy, tak jak przede wszystkim o swoje dbają obywatele innych państw i ich rządy.

Czekam na listę kandydatów do sejmu stworzonego przez Pana ruchu – ludzi, którzy naprawdę chcą coś zmienić. Niech ich Pan dobiera rozsądnie, żeby po Pana karku nie weszli do parlamentu kolejni karierowicze.

Prace w kwietniu

Niestety ziściły się prognozy pogody i Święta były zimne, a nawet śnieżne. Na szczęście załamanie pogodowe nie trwało długo, bo już od wtorku pogoda zaczęła się poprawiać, a w zeszły weekend było u nas +25C. Gdyby było to lato, cieszyłbym się bardziej. Teraz to dla mnie za duży przeskok: w ciągu raptem 5 dni z 0C do +25C. Źle się czuję zawsze przy takich zmianach. Teraz z kolei wieje i przewidują, że przywieje brzydką pogodę. Taki kwiecień plecień… Mam nadzieję, że nie tak złą jak w święta, bo w ten weekend zamierzam zmienić opony na letnie. Dotychczas się na to nie zdecydowałem, bo w marcu i na początku kwietnia różnie to bywa, jak widać było ostatnio. Teraz już najwyższa pora. Trzeba by też auto umyć gruntownie, nawoskować, odkurzyć, zmienić wycieraczki, bo trą po zimie i niestety wymienić akumulator, bo zaczyna się zastanawiać czy odpalić, czy nie tym razem… I tu muszę posprawdzać, bo każdy sprzedawca zachwala swoje i nie wiem w końcu czy lepsze są akumulatory Varta, Bosch czy Moll. Później jeszcze tylko przegląd w maju (oby się nie okazało, że coś jest już do wymiany, bo martwią mnie tarcze) i koniec wydatków; poza paliwem oczywiście. Niestety po ostatnim myciu znalazłem kilka kolejnych rys zdobytych zapewne na parkingach przed marketami w wyniku działań niechlujów, którzy otwierają swoje drzwi jak wrota do stodoły nie licząc się z innymi i tych, którzy rysują samochody torbami czy torebkami przeciskając się między nimi. Niestety żyjemy w kraju leniwców lubiących sobie skracać drogę, nie ważne że ze szkodą dla innych. Zauważyliście ile pięknych trawników jest wydeptanych ścieżkami skracających sobie drogę? Trzeba by kolczaste żywopłoty posadzić wszędzie, żeby nauczyć ludzi, że dla nich są chodniki. Szkoda pisać.

Cieszę się wiosną.